Katherine Center, To, co bliskie sercu – recenzja powieści o poznawaniu miłości

Podtrzymujące na duchu, lekkie książki sprawdzają się doskonale, kiedy nachodzą nas chwile zwątpienia i potrzebujemy schować choć na chwilę nasze troski za losami fikcyjnych bohaterów. Takie potrzeby doskonale zaspokaja powieść To, co bliskie sercu autorstwa Katherine Center, którą miałam przyjemność przeczytać jako egzemplarz recenzencki.

 

Odważna strażaczka z ogromnym bagażem emocjonalnym i jej mały świat

Cassie Hanwell pracuje jako ratowniczka (strażaczka) w straży pożarnej w Austin, jednej z najbardziej postępowych i nowoczesnych jednostek w Teksasie. Doskonale odnajduje się w męskim środowisku, jest szanowana przez kolegów ze względu na swoje umiejętności, opanowanie oraz empatię. Czuje się szczęśliwa i spełniona, uważając, że nie potrzebuje w swoim życiu romantycznej miłości. Samotność jej nie doskwiera.

 

to co bliskie sercu Katherine Center recenzjaRzeczywistość jednak lubi zaskakiwać – w jednej chwili za sprawą emocjonalnego zachowania Cassie spada z piedestału, a przed jej oczami rysuje się groźba utraty pracy. Na domiar złego matka, która opuściła ją wiele lat temu, prosi, żeby dziewczyna przeniosła się na drugi koniec Stanów Zjednoczonych i pomogła jej w walce z chorobą. Cały świat młodej strażaczki wywraca się o 180 stopni, a dziewczyna musi dokonać wyborów dotyczących jej dalszej przyszłości zawodowej. Ostatecznie trafia do jednostki w Lilian, gdzie pracują gruboskórni mężczyźni o staroświeckich poglądach na temat miejsca kobiet we wszechświecie. Cassie na nowo musi walczyć o pozycję w zespole, ciężko pracując na szacunek kolegów.

 

Przeprowadzka do Rockport wprowadza niemałe zamieszanie w uporządkowanym życiu Cassie – ratowniczka musi zmierzyć się z odbudową relacji z matką, zawieraniu nowych przyjaźni oraz romantyczną miłością, której nigdy dotąd tak naprawę nie doznała. Przy okazji nauczy się, jak wybaczać sobie i innym, co pomoże jej w uporządkowaniu wielkiego emocjonalnego ciężaru, zalegającego na jej duszy od 16 roku życia.

 

To, co bliskie sercu – K. Center tworzy historię, jakich wiele

Powieść K. Center to typowa romantyczna historia, która pokazuje czytelnikowi znaczenie prawdziwej miłości, wybaczenia i wzajemnego zrozumienia. Główna bohaterka przechodzi przemianę – z samotniczki staje się osobą pragnącą ciepła, akceptacji i odwzajemnionego uczucia. Odrzuca swoje cyniczne podejście do więzi międzyludzkich, ucząc się od nowa zawierać relacje oparte o zaufaniu, szczerości oraz poszanowaniu czyjejś indywidualności. Cassie niejako z chłopczycy zmienia się w świadomą swoich możliwości dziewczynę łaknącą bliskości.

 

Opowieść wykreowana w To, co bliskie sercu nie zaskakuje, ani nie wzbudza kontrowersyjnych emocji. Już od pierwszych rozdziałów można spodziewać się, jak książka się zakończy. Sama pierwszoosobowa narracja prowadzona jest w dość spokojnym stylu, Cassie nie pozwala sobie na zbyt wiele osobistych dygresji, raczej skrzętnie relacjonuje przebieg wydarzeń. Pod koniec powieści napięcie rośnie, jednak czytelnik nie obawia się o dalsze losy bohaterów – przebieg akcji wskazuje, że wszystko skończy się dobrze.

 

Czy same postaci są barwne? Nieszczególnie. Co prawda główni aktorzy powieści niosą swój bagaż doświadczeń, jednak ich zachowanie nie wzbudziło u mnie większych emocji. Każdy ma określony rys psychologiczny i brakuje bohaterów o ambiwalentnych cechach. Koniec końców nawet czary charakter zostaje wybielony, a jego niewłaściwe postępowanie usprawiedliwione traumatycznymi wydarzeniami z przeszłości. Jedyne zmiany dostrzec można w sposobie myślenia Cassie, choć jak dla mnie strażaczka po prostu z nastoletniej dziewczyny stała się dojrzałą kobietą, która zrozumiała, że świata nie można oceniać w kolorach czerni i bieli.

 

To, co bliskie sercu – recenzja powieściopisarki

to co bliskie sercu K. CenterNajnowsza książka Katherine Center podobała mi się, spędziłam z nią miło kilka popołudni, jednak znajduję w niej 2 główne mankamenty. Po pierwsze, rozwój uczuć głównej bohaterki i jej przełamanie do miłości zachodzi jak dla mnie zbyt szybko. Brakuje mi perypetii w jej relacji z chłopakiem, który oczywiście także zakochał się w dziewczynie od pierwszego wejrzenia. Bardzo lukrowy wątek bez zawirowań miłosnych, o których moim zdaniem czyta się najprzyjemniej. Po drugie, wszystko, co złe, bardzo szybko zamienia się w to, co dobre. Winni przyznają się do winy, a bohaterka w trymiga odzyskuje, co straciła. Trochę za łatwo życie Cassie wraca na utarte, dobre tory.

 

To, co bliskie sercu z pewnością przypadnie do gustu czytelnikom lubującym się w lekkich, prostych historiach, dowodzących, że wszystkie przeciwności losu można pokonać miłością. Mnie osobiście brakuje tutaj dozy rzeczywistości – w życiu nigdy nie układa się aż tak kolorowo, a trwałych więzi nie można zbudować (lub odbudować) z dnia na dzień. Wyłączając strażackie akcje, nieco więcej dramaturgii występującej w relacjach pomiędzy bohaterami ulepszyłoby powieść K. Center.